Wojna z cokołem

2008 lipiec 22

Widmo neoendecji krąży nad Polską. Ta dzisiejsza nie ma już twarzy bojówek Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo Radykalnego. Te organizacje istnieją, choć, szczęśliwie, nie mają w życiu publicznym dominującej pozycji. Dzisiejsza neoendecja nie wypisuje już na sztandary antysemityzmu, choć wielu kręgom jest nadal bardzo bliski. Współczesny nurt narodowy obecny w politycznym mainstreamie ze swojego protoplasty ma przede wszystkim hurrapatriotyczne zadęcie, groteskowy patos i obsesyjne przywiązanie do katolicyzmu. Przez ostatnie dwadzieścia lat wydawało się, że z czasem Polacy pod tym względem nieco bardziej się zeuropeizują. Tymczasem wybory z 2005 roku pokazały coś zupełnie przeciwnego.

PiS wygrał wybory grając na ukrytych w polskim społeczeństwie kompleksach. Polska miała dojść do “należnej jej pozycji”, bracia Kaczyńscy odwołali się do marzeń o dumnym mocarstwie między Niemcami a Rosją. Polska w ich wizji miała nie kłaniać się sąsiadom, mogła natomiast pozwolić sobie na arogancję na arenie międzynarodowej (co najlepiej widać było na przykładzie minister Fotygi). Jak inaczej można nazwać sytuację, w której minister spraw zagranicznych nie przyjmuje kwiatów od rosyjskiego ambasadora? Jeszcze przed kampanią wyborczą z 2005 roku Jarosław Kaczyński zapowiadał, że upomni się u Niemców o odszkodowania za zbombardowanie Warszawy. Sojusz z nacjonalistycznymi mediami Tadeusza Rydzyka ułatwił natomiast dotarcie do grupy docelowej. Ta strategia marketingowa okazała się na tyle skuteczna, że umożliwiła zdobycie władzy. Wielu wyborcom spodobała się postawa w stylu “albośmy to jacy tacy”.

Być może po latach dorabiania się, po długo oczekiwanym wejściu do Unii Europejskiej (choć potem tyle razy atakowanej) społeczeństwo poczuło, że czas zaakcentować w sferze publicznej nie tylko pieniądze i dobrobyt, ale też własną narodową tożsamość. Rzecz w tym, że nie bardzo było, do czego się odwołać. Patriotyzm z lat komunizmu (który wbrew pozorom istniał, ale jego forma po 1989 roku budziła złe skojarzenia) został z gruntu odrzucony, mimo że w momentami akcentował cenne wartości pozytywistyczne, by wspomnieć choćby potrzebę edukacji w upośledzonych warstwach społeczeństwa czy wspólną pracę na rzecz kraju. A że było to wszystko przaśne i siermiężne? Było, to fakt, ale wraz z absurdalną formą wyzbyto się także i treści. Zamiast haseł pozytywistycznych mamy więc dziś czysto romantyczne: naród, religia (jedyna słuszna, rzecz jasna), duma i charakter narodowy. Efekty są mniej więcej takie, jak w słynnym marcowym orędziu prezydenta.

Zeszłoroczne wybory miały być zarazem referendum nad ogólną wizją kraju. W społecznej świadomości był to pojedynek pomiędzy formacją bardziej zachowawczą, a tą nowoczesną. Niewielu wyborców miało świadomość, że w sferze wartości często zaciera się granica między PiS a PO. Już w 2005 roku wielu komentatorów przyznawało, że nieporozumienia między dominującymi partiami był tak naprawdę jedynie sporem o stanowiska. Faktycznie, w wielu regionach współpraca między ugrupowaniami Donalda Tuska i braci Kaczyńskich ma się świetnie od lat. Umożliwiła ją właśnie wspólna sfera wartości. Platforma organizowała dla swoich członków szeroko dyskutowane w mediach rekolekcje w Łagiewnikach. To poseł PO, Stefan Niesiołowski mówił o gejach, którzy przyjechali z zagranicy aby szkalować Polskę. Hasło IV RP zostało ukute także przez posła PO, Pawła Śpiewaka. Nie w PiS, ale w Platformie padły słowa o “szarpnięciu cugli”. To wspólnym przedsięwzięciem ludzi bliskich obu partiom jest projekt Patriotyzm Jutra, mający promować i tak już dość powszechną “modę na patriotyzm” (określenie zamieszczonego na stronie felietonu Kazimierza Ujazdowskiego).

Zdj. Jola

Dziś w Metrze czytamy o kolejnej pochodnej rozbudzonej dumy narodowej, zwalaniu pomników z cokołów. Powraca właśnie idea lustracji pomników z czasów PRL. Usunięciu pozostałości po latach komunizmu ochoczo przyklasnęły zarówno PiS jak i PO. Ryszard Terlecki (były kandydat na prezydenta Krakowa, na szczęście pokonany przez Jacka Majchrowskiego) uzasadnia pomysł mówiąc, że pomniki np. Armii Czerwonej przywołują wyłącznie złe skojarzenia. Zależy jednak które i u kogo. Niezależnie jak bardzo prawica starałaby się przedstawić PRL jako lata zniewolenia i poddaństwa (którymi pod pewnymi względami na pewno były) nie należy zapominać, że to właśnie ze wschodu przyszło wyzwolenie spod okupacji hitlerowskiej. Nie można stawiać znaku równości pomiędzy Wehrmachtem a Armią Czerwoną.

Polska nie jest jedynym krajem, w którym nadal stoją pomniki żołnierzy radzieckich. W eksponowanym miejscu jednego z wiedeńskich parków znajduje się właśnie podobny monument, którego jakoś nikomu nie przychodzi do głowy rozbierać. Istnieje oczywiście wiele pozostałości po PRL, które powinny zostać usunięte, ale należy zastanowić się nad cienką granicą przebiegającą między sprawiedliwością dziejową a pisaniem historii od nowa.

Jedna odpowiedź leave one →
  1. 2008 lipiec 22
    rmstemero permalink

    Ano nalezy. Nawiasem: w Berlinie takich pomnikow jest jeszcze wiecej. Sa one traktowane jako swiadectwo czasu, ktory minal ale o ktorym nie powinno sie zapominac. Ich niszczenie oznaczaloby zakwstionowanie ofiar walki z faszyzmem. I wlasnego dziedzictwa jako spadkobiery tradycji demokratycznych. To od nas bedzie zalezec w jaki sposob spojrzymy na historie i czy bedziemy w stanie doszukac sie w niej powodow do dumy czy jedynie do nienawisci. A swoja droga rozczulajace jest jak poczawszy od 1990 roku coraz wiecej naszych rodakow odwaznie przylacza sie do bohaterskiego ruchu oporu przeciw armii czerwonej.

Dodaj komentarz

Note: You can use basic XHTML in your comments. Your email address will never be published.

Subscribe to this comment feed via RSS