Przeskocz do treści

… victis!

Sierpień 2, 2008

Nie neguję niczyjego bohaterstwa. Nie odmawiam nikomu prawa do pamięci. Nie zamierzam pisać historii na nowo. Mimo wszystko moja opinia na temat powstania warszawskiego ewidentnie nie mieści się w mainstreamie. Nie uważam, że samobójcza akcja nieprzygotowanej do walki partyzantki powinna być powodem ogólnonarodowej dumy.

Jakimś cudem “ułańska fantazja” i poświęcenie nie wystarczyły.
fot. Zoon Politikon

Co rok, przy okazji obchodów rocznicy powstania warszawskiego zastanawiam się, na co liczyli jego uczestnicy. Że dzięki koktailom Mołotowa, zdobycznym karabinom mogą wygrać z niemiecką armią? Że energią nastoletnich chłopców uda się zakończyć najbardziej krwawy konflikt w dziejach świata? Powstanie warszawskie nie było kolejną wersją historii o Dawidzie i Goliacie, nawet jeśli taka była wizja jego dowódców. Dawid, a więc grupa młodych i niedoświadczonych żołnierzy (o ile za żołnierza można uznać trzynastolatka z butelką benzyny w ręce), tym razem nie miał żadnej strategii ani procy. Powstanie cechowało popularne w Polsce nastawienie, że “może jakoś się uda”. Nie udało się, nawet jeśli dzisiaj wszyscy politycy i media starają się wmówić nam co innego.

Powstańcy nie mieli najmniejszych szans na zwycięstwo, nie wspominając już o prowadzeniu wyrównanej walki z przeciwnikiem. Od samego początku byli skazani na porażkę. Z perspektywy ponad sześćdziesięciu lat uczestników walk w Warszawie nazywa się patriotami. W mojej definicji patriotyzmu nie mieści się jednak wysyłanie na pewną śmierć młodych ludzi, zalążków powojennej inteligencji (jak Jan Nowak-Jeziorański czy Władysław Bartoszewski). Ludzie, którzy po wojnie mogli pracować dla kraju, ginęli w bezsensownej walce, której jedynym wymiernym efektem było zburzenie całego miasta.

Niedawno byłem w Warszawie (co zdarza mi się rzadko, a na pewno rzadziej niż bym chciał). Zauważyłem, że całe miasto “otagowane” jest symbolami związanymi z powstaniem. Zdziwiła mnie pozytywna pamięć o nim wśród samych mieszkańców stolicy. Ich miasto zostało niemal doszczętnie zniszczone wskutek beznadziejnego zrywu o niewiadomym celu.

Powstanie broni się w wymiarze duchowym. Było wcieleniem wszystkich patetycznych (słusznych lub nie) sloganów o obronie ojczyzny za cenę własnego życia, niezłomności etc. Jestem wobec podobnych wartości nie tyle krytyczny co obojętny. Na ogół uważam, że każdy ma prawo wybierać sobie własne priorytety i nic mi do tego. W przypadku powstania sytuacja wygląda jednak inaczej. Powstańcy wybrali swoje priorytety, ale kosztowało to życie ponad dwustu tysięcy warszawiaków, w większości cywilów. Kolejny przegrany zryw narodowy może więc uchodzić w powszechnej świadomości za symbol hartu ducha. W roku 1944 ginęli tysiącami uczestnicy powstania i zwykli ludzie, a po Warszawie została jedynie kupa kamieni. Jeśli tak wygląda hart ducha i za to ginęli walczący, to chwała im za ich decyzję.

3 komentarzy leave one →
  1. Litwak permalink
    Sierpień 5, 2008 9:16 am

    No, to miałeś więcej szczęścia niż ja i Paweł N. Przechodząc w rocznicę Powstania przez ulicę Floriańską natknęliśmy się na pochód kombatantów followed by Narodowe Odrodzenie Polski. NOP na szczęście obecny był w liczbie 3 panów w wieku na oko 16 lat, z czego dwóch trzymało transparent. Ale zepsuło nam to humory na cały dzień :-(

  2. Litwak permalink
    Sierpień 5, 2008 9:16 am

    Aha, dodam tylko, że chodziło mi naturalnie of Floriańską w Krakowie.

  3. patriot permalink
    Czerwiec 15, 2010 7:20 pm

    Widzisz mistrzu,tu tylko chodzi o to ze chcesz byc wolny,jak zrozumiesz to nigdy nie powiesz ze bylo to bezsensowne.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.